Artykuł w kategoriach: Jaszczurki – Artykuły

Moje bazyliszki


Oceń 1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek [10]
Loading...

Od dobrych kilku miesięcy trzymam w dużym terrarium bazyliszki prążkowane (Basilicus vittatus) i bazyliszka zielonego (Basilicus plumifrons). Wydaje mi się, że warto poruszyć temat własnych doświadczeń, być może spowoduje to pojawienie się serii postów związanych z własnymi doświadczeniami innych osób.


Jeśli by ktoś z Was przyszedł do mnie, to zobaczyłby w dużym terrarium spokojnie wylegujące się skromne z wyglądu średniej wielkości brązowe jaszczurki, leżące na grubych konarach z luźno zwieszonymi tylnymi łapkami o dość bystrym spojrzeniu, to pewno by się rozczarował. Można by było powiedzieć no i to tyle. Moja żona nawet mówi: „no dobra siedzą sobie i co dalej…”. To są tylko pozory, szczególnie dla osób nie zainteresowanych ich ciekawą biologią. Nie należy dać im się zwieść. To są zwierzęta naprawdę dzikie i nadzwyczajne. Przede wszystkim ich zmysły są interesujące. Możecie nie wierzyć ale, te pozornie leniwe zwierzęta cały czas bacznie obserwują wszystko co się dzieje w pokoju. Czasem siedząc przy biurku – wystarczy, że spojrzę na nie i wiem gdzie w pokoju jest jakaś mucha czy drobny owad, który dostał się przez zawsze otwarte okno. Nawet z odległości kilku metrów dojrzą na dywanie takiego drobnego zwierzaczka. Dużą frajdę mam wchodząc do pokoju z przezroczystym pudełkiem świerszczy czy słoikiem z szarańczakami z działki, widzętwedy ich błyskawiczne zainteresowanie. Postawione pudełko w odległości ok. 4 metrów od terrarium wśród innych podobnych powoduje, że nagle jeden z nich zaczyna kombinować, jak podejść bliżej niż na to pozwala szyba. Jeśli na drodze jest woda (jedna szklana ściana terra jest jednoczenie ścianą zbiornika wodnego) to mu to wcale nie przeszkadza. Motyl który wpadł do pokoju powoduje wręcz synchroniczne zainteresowanie wszystkich mieszkańców terrarium. Zaś ten sam motyl wpuszczony do terra uruchamia procedurę neuronowa, którą z grubsza opisał bym następująco:

  • Przygotować pyszczek do złapania, poprzez rozchylenie go na jakieś 15°
  • Wykonując minimum ruchów znaleźć pozycje optymalnie dogodną do skoku, chyba że istnieje realne zagrożenie, wówczas zrobić to samo tyle, że znacznie szybciej
  • Jeśli dystans jest wystarczający do skutecznego skoku atakować z dużą tolerancją na to gdzie się wyląduje

Lubię podawać im pokarm w taki sposób, aby musiały zrobić użytek ze swoich umiejętności i sprawiło im to pewną trudność. Dlatego chętnie wpuszczam ćmy itd. Zauważyłem, że obserwują się nawzajem i jeśli jeden z zainteresowaniem podąża w kierunku karmnika to inne też idą sprawdzić co się dzieje. Przy pobieraniu pokarmu obowiązuje zasada, kto szybszy ten lepszy, jednanie Basilicus plumifrons, ze względu na swoje spore rozmiary w stosunku do pozostałych, potrafi je skutecznie odgonić, ale nie wcześniej niż po złapaniu przez te pierwsze zdobyczy.

Generalnie nie obserwuje żadnej przemocy w terrarium mimo, że na obszarze 1m³ żyją cztery roczne bazyliszki. Mówiąc dokładnie widziałem dwa jednosekundowe ataki samczyka Basilicus vittatus na samczyka Basilicus plumifrons (ale nigdy odwrotnie), w celu odebrania zdobyczy. Pierwszy raz skutkiem tego była rozerwana w pól szarańcza (ok. 4 cm), a drugi raz samczyk Basilicus vittatus dosłownie dziobnął rywala w czubek głowy. Czasami samczyk vittatusa przypomina mi zachowanie koguta. Ma podobny wzrok i pyszczek nieco zbliżony do wyglądu dzioba, a płatek na głowie jakby przypominał grzebień. Obydwa przypadki były spowodowane bezpośrednią walką o pokarm. Samiczki nie są gnębione przez samczyka, nie ustępują mu miejsca pod lampą UV, czasem wręcz przeciwnie wpychają się, a on zawsze rezygnuje.

Przez jakiś czas na początku trzymałem je w małym terrarium, gdzie nie obserwowałem połowy z opisywanych tu zachowań. Po pierwszym wpuszczeniu do dużego terra (1200l) przez dwa dni ustalała się hierarchia, typowe – stroszenie do siebie i potrząsanie ogonami, później już nigdy się to nie powtórzyło. Tu wyraźnie zaczęły się tworzyć pewne zwyczaje, jak wybieranie stałego miejsca do spania i miejsca do wygrzewania, miejsca do oddawania odchodów i do toalety. Każdy wybierał sobie inny schowek na wypadek ataku (np. spryskiwania terrarium). A propos, w tym względzie zauważyłem pewną prawidłowość, podobnie jak u ptaków, większe poczucie bezpieczeństwa daje im, gdy znajdują się powyżej potencjalnego zagrożenia. W terrarium, gdy po otwarciu widziały mnie nad sobą, błyskawicznie wpadały w panikę. W nowym terra gdzie siedzą pod sufitem widząc moją głowę na równi z nimi lub nieco niżej (jak spryskuje przez odsunięte drzwiczki muszę od wysokości kolan nachylić się do środka tak, że mój tułów i głowa jest w środku terra) naprawdę rzadko wpadają w panikę. Czasem nawet do tego stopnia są spokoje, że nie podciągną spuszczonych nóżek tylnych (nie przygotowują się do ucieczki) mimo, że moje oczy znajdują się przy ich głowie w odległości do 10cm. Dopóki wykonuję rutynowe czynności wszystko jest OK. Po prostu zaakceptowały wykonywane przeze mnie zajęcia mimo, że dzieją się tuż obok. Warto dodać, że w tym czasie suwane drzwiczki są prawie w całości otwarte i nie zdarzyła się dotąd próba ucieczki.
Jednak, spłoszyły by się natychmiast, gdybym zaczął mówić. Hałas je płoszy. Właśnie – mają wspaniały słuch. Kilka razy zaobserwowałem jak reagowały na cichutkie stuknięcie magnetowidu w drugim pokoju. Na szczęście, tak jak większość zwierząt są w stanie znosić większy hałas, który jest w miarę stały. Inaczej mówiąc jeśli jest cisza to nagły hałas jest dla nich bardzo stresujący, stały hałas nawet głośny jest, jak sądzę, do zaakceptowania.

W dużym terrarium ich zachowania stają się istotnie inne niż w małym. Zaczynają zachowywać się mniej więcej tak, jak w naturze, no przynajmniej tak myślę. Wyraźnie, każdy wybrał sobie swoje bezpieczne miejsce do nocowania oraz sposób odbywania toalety – mycia się, czyszczenia skóry oraz załatwiania. Mycie, często obserwowane u samiczek, znacznie rzadziej u samca (jest jakby bardziej ostrożny i czujny), jest dość długotrwałe. Mniej więcej ok. godziny dwunastej kolejno schodzą na płaskie kamienie leżące na brzegu zbiornika wodnego, po których spływa woda. Ustawiają się tyłem do zbiornika wodnego zaś łebkiem pod prąd. Po chwili kładą się na brzuchu przykładając łebek do kamienia tak, że woda je opływa. Zazwyczaj zaczynają się drapać tylną łapką w okolicy głowy. Są to krótkie, bardzo szybkie ruchy. Czasem zsuwają się do wody stając w niej na tylnych łapkach, przednie trzymają nadal na kamieniu. W ten sposób się czasem załatwiają. Najczęściej po takiej toalecie przychodzi następny ochotnik, co w konsekwencji powoduje, że pierwszy ustępuje miejsca. Myślę że to drapanie się jest rodzajem toalety – gdyż jak są suche raczej tego nie robią. Przez pierwsze kilka miesięcy, jak wieczorem wyłączało się automatycznie główne oświetlenie, świeciło tylko pomocnicze, błyskawicznie zajmowały swoje pozycje do spania. Samiczki wysoko samczyk schodził na konar tuż nad wodą. Zabawnie, bo spał plecami do szyby frontowej terrarium – wiec było go dobrze widać z wnętrza pokoju. Teraz jednak śpi wysoko podobnie jak samiczki w bezpiecznym miejscu za konarem.

Zwrócicie uwagę, że vittatuski mają coś szlachetnego w swoim wyglądzie. Nie zachwycają kolorami natomiast ich kształty są aerodynamiczne, czego absolutnie nie można powiedzieć o plumifronsie. Coś jakby porównywać samochody sportowe z ciężarowymi. To właśnie mnie w nich urzekło. Szczególnie samczyk vittatusa z tym swoim płatkiem na głowie wygląda bardzo klasycznie. Ma się wrażenie jakby to był rodzaj płetwy sterowej do cięcia powietrza w biegu. Rzadko zdarza mi się obserwować je w biegu ale robią to wspaniale. Bywało, ze biegły bez powodu po przekątnej terra jakieś 1,1m. Ze względu na znacznie dłuższe tylne łapy od przednich i oczywiście odpowiednio silne, powstaje efekt podobny do tego, jak zachowuje się motor przy gwałtownym starcie. Unosi się przód do góry – prawie do pozycji wyprostowanej. Ogon trzymają też lekko uniesiony nad ziemia. Przypomina to trochę zachowanie dinozaurów z filmu Spielberga, jednak one nie potrafią stać na tylnych łapach – jak zwalniają, przód szybko opada. Co ciekawe nogi i kolana zginają się po zewnętrznej tułowia. Wygląda to tak, jakby nogi obracały się dookoła własnej osi po bokach tułowia – tak jak w nakręcanych zabawkach. Ta elastyczność stawów oraz zabawnie długie place u tylnych nóg daje możliwość szybkiego biegu. To są jaszczurki-biegacze. Nigdy mi żadna nie uciekła, ale sądzę, że na otwartej przestrzenie nie byłbym w stanie jej dogonić. Gdzieś wyczytałem, że równie szybko biegną po lądzie, jak po wodzie i drzewach. Faktycznie po pniu odpowiednio grubym biegną błyskawicznie i nie sprawia im to żadnego trudu. Nie widziałem jak biegną po wodzie. Myślę, że takie jaszczurki trzymane w zamknięciu nie potrafiłyby po niej biec, jak jest podawane w opisach. Musi to być zwierze, które na co dzień przemierza duże odległości, po prostu musi być dobrze wytrenowane. Za to widziałem jak pływają. Jest to ruch jak u krokodyla: przednie łapki są podkulone jednak tułów od połowy klatki piersiowej jest ponad wodą. Raz samczyk vittatusa czymś się spłoszył i dał nura pod wodę gdzie siedział dobre 10 minut. Więcej tego u vittatusków nie obserwowałem.

Staram się je karmić regularnie tak aby brzuszki były wypełnione dobrze, ale nie pękate. Jeśli dałbym dużo świerszczy samiczki najadły by się tak, ze ledwo mogłyby chodzić. W chwili gdy odsuwam szybkę, żeby podać im świerszcze – to, szczególnie samiczki, natychmiast zbiegają do karmnika. Czasem muszę je odganiać bo wskakują do pudełka ze świerszczami. Samczyk vittatusa jest znacznie bardziej powściągliwy, zaś samczyk plumifronsa tradycyjnie profilaktycznie przy każdym zabiegu w terrarium nurkuje pod kamień, żeby dopiero po kilku minutach wyjść z wody. Ciekawe jest to, że jest o kilka tonów ciemniejszy po wyjściu z niej, a nawet zaskakująco ciemny. Po jakimś czasie wraca do poprzedniego zielonkawego koloru. Ciekawą cechą zaobserwowaną u samczyka vitauska jest jego nienawiść do czerwonego koloru. Wilgotnościomierz gruntu ma cienką brązową rurkę wstająca z ziemi, zakończoną czerwoną kulka. Na początku po jego zainstalowaniu widziałem, jak z pasją starał się ja odgryźć. Teraz się z tym pogodził. To podsunęło mi myśl, żeby wstawiać porzeczki czerwone dla urozmaicenia menu. Były one „testowane” , aż do zgniecenia włącznie, jednak nie zjadane. Przypadkiem też zauważyłem, że vittatuski podążają za światełkiem czerwonym, które jest umocowane w kamerze.

Ponieważ nie lubię jak świerszcze biegają po terrarium tym bardziej, że prowadząc nocny tryb życia, mogąc przetrwać dość długo w terrarium z roślinami, pokarm podaje w kramiku – czyli miseczce szklanej w kształcie płytkiego petriego (walec pusty w środku bez przykrywki oczywiście) o ściankach na tyle wysokich, że średniej wielkości świerszcze nie są w stanie wyskoczyć. Miseczka taka jest po brzegi zakopana w piasku więc prawie jej nie widać.

Basiliscus plumifrons ma zupełnie inne zwyczaje. Generalnie przebywa tuż nad wodą, chętnie do niej wchodzi. Na każde niebezpieczeństwo reaguje ucieczką do wody i pod kamień. Basilicus plumifrons przy zagrożeniu ma strategie „schować się” zaś Basilicus vittatus strategię „uciekać” wręcz unikając zakamarków, szuka wolnej przestrzeni. Basilicus plumifrons rośnie jakby szybciej. Jest jednak znacznie mniej bystry przy zdobywaniu pożywienia na lądzie od viatausków. Za to lepiej sobie radzi z łapaniem ryb. Polowanie na nie to oddzielna historia. Wszystkie chętnie obserwują je pływające w zbiorniku. Czasem vittatuski decydują się na nie zapolować robiąc to chaotycznie, bazując na swojej szybkości. Raczej bez rezultatów. Po prostu gonią rybki jak owady po lądzie, tyle ze wykonując kolejne zanurzenia. Plumifrons ma zupełnie inną strategie połowów. Nie atakuje „z marszu” a zbliża się płynnym spokojnym ruchem do konara tuz nad wodą jedynie głową wodząc za rybką. Zsuwając się lekko głową w dół w kierunku lustra wody. Atak jest błyskawiczny ,podobnie jak u vitauska, skacze w dół na głowę z lekko otwartym pyszczkiem. Rzadko udaje mu się jednak jakąś złapać. Nigdy nie wiem czy złapał, czy też nie, bo podgardle ma wypchane najprawdopodobniej wodą. Jednak regularnie liczba rybek mi się zmniejsza, więc ktoś je zjada. Stawiam na plumifornsa. Tym bardziej, ze podejmuje te próby regularnie. Rybki wyrzucone przeze mnie na mech są zjadane przez wszystkie bazyliszki bardzo chętnie. Rybki sprawdzają się dobrze jak gdzieś wyjeżdżam. Jest to awaryjne jedzenie. Jeśli nie dostaną świerszczy przez kilka dni (wyjazd na urlop) sięgają do tej rezerwy. Powiem tyle ze po powrocie z urlopu zjedzone było 9 rybek. Do czego przyczyniła się prawdopodobnie ponad 5-cio dniowa głodówka. Osobiście uważam, że bezpieczniejsze jest pozostawienie ich w terra na kilka dni bez jedzenia niż dawanie komuś na przechowanie.
Chciałbym kiedyś móc oglądać vittatuski na dużym wybiegu. Myślę nad takim otwartym wybiegiem na działce. Rozważam możliwość budowy ogrodzenia na pewnym obszarze z 1m wysokości plastikowych przezroczystych płyt, takich jak przy budowie basenów. Płyta ma w środku komory powietrze co powoduje, że jest lekka ale mocna i przezroczysta. Jak opracuje skuteczny sposób ich mocowania i będzie mnie na to stać – to kto wie?


Jednym słowem bazyliszkami jestem zafascynowany, nie są to zwierzęta w żadnym stopniu kontaktowe. Nie można ich traktować jak tzw. pupilków. Nie da się je – jak niektórzy mówią – pokochać. Ja ich nie kocham. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem ich przystosowawczych cech wykształconych w procesie ewolucji. Imponuje mi świadomość z jaką prędkością działa ich mózg, który musi koordynować błyskawiczne ruchy i akrobatyczne skoki dla czterech łapach. My zwyciężyliśmy na tej planecie dzięki funkcjom analitycznym mózgu, jednak sprawność i predyspozycje psycho-fizyczne nawet najlepszych sportowców są niczym w porównaniu z tymi jakie mają te zwierzaki. A mimo to w przyrodzie ledwie 5% doczeka wieku dorosłego. To jest obraz bezlitosnej i nieustannej walki jaką toczy się w dżungli środkowej Ameryki, i o tym jakim zadaniom ich pobratymcy muszą tam stawić czoła. To wszystko powoduje, że darze je swojego rodzaju szacunkiem za te umiejętności, podobnie jak inni podziwiają wspaniałego bramkarza czy skoczka. Uważam, że z tego szacunku jestem im winien należyte traktowanie.
Jednym słowem duże terrarium z konarami, zbiornikiem wodnym i roślinami, a w nim te ciekawe zwierzęta to dużo ciekawych wrażeń dla właściciela.

Zbigniew Stańczak „Silicon”

Jedno przemyślenie na temat Moje bazyliszki

Dodaj swoje przemyślenie na temat artykułu