| « Giełda terrarystyczna w H.. | Giełda terrarystyczna w H.. »  Imprezy » Relacje z imprez » |
|
Giełda terrarystyczna w Hamm, 14 marzec 2003
Po 20-sto godzinnej podróży, zniechęceni jazdą autokarem i 4-godzinnym staniem na granicy, w oczekiwaniu na łaskę służb granicznych utknęliśmy wreszcie w korku za zjazdem z autostardy do Hamm. Przed nami stało 5 kilometrów samochodów. W prawie każdym z nich siedział ktoś jadący na giełdę. Po pół godzinie dojechaliśmy do Zentralhalle, w których odbywała się giełda - mimo, że było już dwie godziny po otwarciu przed wejściem wiła się kilkusetosobowa kolejka. Nasze plany by wejść przed otwarciem dla zwiedzających wzięły w łeb, przez trzygodzinne spóĽnienie autokaru. Kolejka trochę nas przeraziła, chociaż świadczyła o tym, że giełda nie jest przereklamowana. Oczywiście okazało się że kolejka stoi do jednej kasy, podczas gdy druga jest zupełnie wolna - udało się nam w miarę szybko wejść - już tylko stempel z żółwiem na dłoni i jesteśmy w środku... Przed nami w sumie pięć hal o powierzchni 6000 m.kw. Wszystkie zapełnione po brzegi stolikami. Oszalały wielojęzyczny tłum przeciska się między stoiskami, drogę torować trzeba niemal na siłę, o robieniu zdjęć nie ma mowy. Co chwila cuda - o których w Polsce można co najwyżej pomarzyć. Ceny bynajmniej nie najniższe, za to wybór zwierząt niesamowity - zapamiętanie wszystkich nazw było niemożliwe... Poza dość licznie reprezentowanymi bezkręgowcami, najwięcej było jaszczurek. Kameleonów niewiele - ale za to jakie... Większość wprawdzie z odłowu - ale trzeba przyznać, że nieczęsto nadarza się okazja kupienia Brookesia lub Rampholeon, a Chamaeleo quadricornis i Chamaeleo hoehnelii też nie są do pogardzenia. Oprócz ziemnych kameleonów faunę Madagaskaru reprezentowały też wszystkie chyba gatunki gekonów z rodzaju Uroplatus - na jednym ze stolików widzieliśmy nawet odchów Uroplatus phantasticus. Ceny niebagatelne - od 100 Euro za sztukę w górę... Widać wyraĽnie jakie mody panują obecnie w terrarystyce, zdecydowanie na topie są gekony i anolisy. Coraz bardziej popularne są rożne odmiany hodowlane Rhacodactylus, wszelkie gatunki z rodzaju Phelsuma, były tez rarytasy takie jak australijskie Nephrurus laevis i N. asper za jedyne 600 euro parka, a także rzadko ostatnio widywane gekony scynkowe. Oczywiście nie brakło też Eublepharus macularius - chociaż form "dzikich" było niewiele - przeważały najprzeróżniejsze odmiany barwne, których największy chyba wybór oferował znany hodowca Ray Hine. Jego stoisko obstawione było dziesiątkami pudełeczek z kolorowymi lampartami, oprócz albinosów (yellow albino i white albino) były także leucistic, blizzard (banana i ghost), tangerine, carrot tail oraz ich krzyżowki. Anolisów też wiele - czasami trafiały się nawet zielone, ale stanowiły zdecydowaną mniejszość sporo było kubańskich i piękne Anolis roquet oraz Anolis sabanus. Sporo było też biczogonów i agam, ciekawość zwiedzających i kupujących budziły australijskie warany o niezwykle pięknym ubarwieniu - cena też była ciekawa - 800 euro za sztukę !!! Co ciekawe Legwanów jak na lekarstwo - cóż epokę zielonych potomków smoków terrarystyka zachodnioeuropejska przeszła najwyraźniej kilka lat temu. Teraz hoduje się inne jaszczurki. Było też stosunkowo mało węży - oczywiście poza licznymi liniami kolorystycznymi Elaphe i Lampropertis, poza nimi dosłownie kilka Corallus caninus, Chondropython viridis, trochę pytonów. Płazów również niewiele, chociaż miłośnicy drzewołazów byliby zachwyceni, na kilkunastu stolikach było ich co najmniej 15 gatunków, reprezentujących rodzaje Dendrobates, Phyllobates jak i Mantella. Piękne i kolorowe, ceny od 30 euro w górę. Do tego trochę rzekotek, kilka ropuch i salamander, parę żab rogatych, jakieś tam traszk, aksolotle i koniec... Trochę na uboczu salka ze zwierzętami jadowitymi strzeżona przez ubranych na pomarańczowo ochroniarzy, wstęp tylko powyżej 16 roku życia. W środku wszystko, co tylko jadowite: węże (żmije rogate, gabońskie, grzechotniki, trimereserusy), skolopendry, skorpiony, pająki - nawet żuki z rodzaju Mantichora. Wybór w sumie jednak nieduży - może 30 gatunków węży i po kilka gatunków bezkręgowców. Jeśli chodzi o pająki i owady to mieliśmy mieszane uczucia - wybór w sumie był niezły, ceny też ale dobranie samców pająków (na co z kudłatym liczyliśmy) było bardzo trudne. Przeważały stanowczo podrostki i dorosłe samice, młodych wylęgów było niewiele. Sporo było różnych gatunków Avicullaria, Aphonopelma, Poecilotheria (tłumy kłębiły się oczywiście przy stoisku JadziP) stosunkowo niewiele ciekawych Brachypelma. Duże zainteresowanie budziły prezentowana na jednym ze stoisk dojrzałe osobniki Theraphosa blondi, cóż pająk z odwłokiem wielkości piłki tenisowej budzi respekt i podziw nawet wśród ingorantów. Modliszki dopisały oferowano kilkanaście przynajmniej gatunków, z których kilka były to pierwsze rozmnożenia w Europie - choćby Majanga, Idolomorpha madagascarensis czy Humbertiellla ceylonica. Tu znowu widać, że gatunki które są popularne w Polsce, tam nie budzą już wielu emocji. Widać wyraźnie, że albo przeminęła moda albo na Zachodzie teraz nie było sezonu na patyczaki, straszyki i liśćce, oraz larwy motyli. Tylko nieliczne osobniki w nielicznych stoiskach - niewątpliwie w zimie panuje tutaj zastój związany z trudnością w zdobyciu pokarmu. Sporo było skolopendr, zarówno młodych jak i dojrzałych osobników, oczywiście najwięcej Scolopendra castaniceps, S. heros ale były też S. mortisans. Dużo wijów przeróżnej barwy i wielkości od 5 do ponad 30 cm długości !!! Zaskoczył nas prawie kompletny brak żuków, poza ofertą JadziP, było tylko kilku wystawców oferujących kruszczyce i jeden sprzedający drapieżne Mantichora sp., niewiele też pluskwiaków (tylko dwa gatunki z rodzaju Platymeris)
|
Zgłoś błąd lub sugestię dotyczącą artykułu
|